Krótko a treściwie.
Katafiego nie żal mi wcale, aniołem ten Pan nie był. Natomiast nie odkrywam chyba Ameryki twierdząc, iż jedynym powodem jego usunięcia była chęć położenia łapy na ropie. Odstrzał Kadafiego pociągnie za sobą destabilizacje regionu, i pozwoli na rozkwit ekstremistycznych środowisk muzułmańskich. Co dotkliwie odbije się na świecie zachodnim. Dopóki świat zachodni nie zrozumie, że w świecie arabskim istnieje struktura plemienno-klanowa w której, głowa najsilniejszego klanu panuje nad resztą klanów i wdraża swoje prawo i zasady dopóty owy świat zachodni będzie kręcił pętle na własną szyje. Dodajmy do tego posunięty do granic absurdu liberalizm zachodu w kwestii praw mniejszości religijnych i przepis na społeczno-religijną krwawą rewolucje gotowy. Osobiście nie mam nic do szeroko pojętych mniejszości wszelakich. Stawiam jedynie jeden jedyny warunek przyjechałeś z kraju A do kraju B dostosuj się do jego warunków i norm społecznych. Gdziekolwiek nie pojadę, nie będę próbował tam ustanawiać nowej małej Polski. Z tego samego powodu nie życzę sobie w europie prawa szariatu. Ok módl sie waść do Allacha ucz dzieci języka ich ojców niech wiedzą gdzie ich korzenie. Jeżeli chcesz respektowania prawa koranicznego wracaj tam gdzie ono w sposób naturalny funkcjonuje, czyli tam skąd przyjechałeś. Jak można żądać dla siebie wszelkich praw wynikającej z europejskiej karty praw jednocześnie żądając akceptacji zachowań będących ich stu procentowym zaprzeczeniem.
Autor ma zamiar umieszczać tu absolutnie subiektywne, a jednocześnie możliwie wyważone opinie na temat procesów zachodzących w szeroko pojętej kulturze.
poniedziałek, 14 listopada 2011
niedziela, 9 października 2011
Ordynacja wyborcza
Zastanawiam się, z jakiego powodu nasza ordynacja wyborcza pozwala na głosowanie Polakom stale przebywającym za granicą naszego kraju? Jakim prawem osoba mieszkająca naście lat w kraju innym niż Polska ma możliwość decydować o kształcie władz najwyższych tego państwa. Rozumiem, że warunkiem koniecznym jest posiadanie polskiego obywatelstwa. Koniecznym może tak, ale czy wystarczającym? Jakim prawem człowiek który tu nie mieszka, nie pracuje, nie żyje za tutejszą pensje i nie płaci tutaj podatku ma czelność na równych prawach ze mną wybierać mi sejm senat i prezydenta!!! Co innego żołnierz, marynarz ogólnie osoba zawodu wymagającego okresowego przebywania po za granicami kraju. Ja nie potępiam ludzi którzy stąd wyjechali, osiedlili się gdzie indziej chcąc podwyższyć swój standard życia. Chęć głosowania w wyborach dotyczących kraju w którym się nie mieszka jest co najmniej jawnym brakiem konsekwencji w postępowaniu. Argument o tym , że pan X głosuje bo czuje się polakiem i może kiedyś do Polski wróci kompletnie do mnie nie trafia. Każdy ma prawo żyć gdzie mu się żywnie podoba, jeżeli wybrałeś inne miejsce niż Polska twoja sprawa i twoje prawo ok, ale nie głosuj. Człowiek który stąd wyjechał żeby mu się łatwiej żyło a mimo to głosuje dla mnie, jest śmierdzącym tchórzem który uciekł od problemów bytowych jakie nękają jakieś 70% tutejszego społeczeństwa. Czujesz się Polakiem wróć tu i żyj za 1300 zł miesięcznie płacąc tu podatki i wtedy decyduj o sprawach politycznych tego kraju. Skoro jesteś gdzieś tam, to jak dla mnie czujesz się Polakiem trochę za mało żeby głosować. Wara!
środa, 10 sierpnia 2011
O panoszącym się w sieci prostactwie
Praktycznie z roku na rok przybywa w sieci osób mających ochotę coś od siebie przekazać światu, nie wykluczając mnie. Nic w tym dziwnego skoro tak potężny kanał przepływu informacji jakim jest internet, stał się medium ogólnodostępnym. Sam fakt tego, że ludzie chcą publikować w sieci jest moim zdaniem jak najbardziej fajny. Internet jest idealnym miejscem publikacji dla osób nie mających dużego zaplecza finansowego a mających żyłkę dziennikarską czy też rękę do pióra.
Teoria brzmi pięknie, niestety tylko teoria. Chcąc znaleźć cokolwiek wartościowego w sieci trzeba się wpierw przekopać przez niezliczone tony spamu, chłamu i wszechogarniającego chamstwa. O dziwo kontestatorzy takiego stanu wirtualnej jaki realnej rzeczywistości nie odbiegają poziomem kultury i wypowiedzi od osób przez siebie komentowanych. Oczywiście rozumiem fakt istnienia serwisów na których z racji konwencji język jest cokolwiek "kwiecisty" myślę tu np o Diabolic Team i Piątku 13. W przypadku tego typu projektów nie wyobrażam sobie używania gładkiej poprawnej polszczyzny, bo najzwyczajniej nie zda to egzaminu. Za nic natomiast nie rozumiem formy, w jakiej Dakann główny twórca piątku 13 prowadzi swojego bloga. Człowiek natrząsający się z przaśnej rzeczywistości, ludzkich przywar i ogólnej tępoty społeczeństwa, poziomem wypowiedzi nie odbiega od obiektów swoich drwin. Miałem kiedyś okazje słuchać wywiadu z tym Panem, zrobił na mnie wrażenie osoby wyważonej z dużym dystansem do samego siebie, tego co robi i świata. Konwencji jego bloga nie rozumiem, no chyba, że imć Grzegorz Barański ma ochotę zostać drugim kominkiem? Brawo! Chyba się udało. Moje najszczersze wyrazy współczucia. Posłużyłem się co prawda przykładem Pana Grzegorza, nie celuje jednak bezpośrednio w niego a w pewien sposób, metodę opisywania rzeczywistości. Czy naprawdę, żeby zaistnieć w sieci trzeba epatować prostactwem? A jeżeli tak to po co się z niego naigrywać. Mam miej więcej takie ogólne wrażenie iż modną jest negacja płytkości,miałkości oraz chamstwa w życiu i sieci. Ale owa negacja musi być jak najbardziej kontrowersyjna w swej treści inaczej pozostanie niezauważoną. Tym właśnie sposobem wyrastają nam jak grzyby po deszczu internetowe klony wojewódzkich, jagielskich, springerów; którzy idealnie jak ich pierwowzory wpisują nam się w koło plastikowej popkultury, z której społeczno-kulturowych wytworów próbują sie natrząsać. Kółeczko się zamyka.
Zdolność prowadzenia między ludźmi dyskursu zdycha gdzieś na kupie gnoju pod płotem
Zgroza!
Teoria brzmi pięknie, niestety tylko teoria. Chcąc znaleźć cokolwiek wartościowego w sieci trzeba się wpierw przekopać przez niezliczone tony spamu, chłamu i wszechogarniającego chamstwa. O dziwo kontestatorzy takiego stanu wirtualnej jaki realnej rzeczywistości nie odbiegają poziomem kultury i wypowiedzi od osób przez siebie komentowanych. Oczywiście rozumiem fakt istnienia serwisów na których z racji konwencji język jest cokolwiek "kwiecisty" myślę tu np o Diabolic Team i Piątku 13. W przypadku tego typu projektów nie wyobrażam sobie używania gładkiej poprawnej polszczyzny, bo najzwyczajniej nie zda to egzaminu. Za nic natomiast nie rozumiem formy, w jakiej Dakann główny twórca piątku 13 prowadzi swojego bloga. Człowiek natrząsający się z przaśnej rzeczywistości, ludzkich przywar i ogólnej tępoty społeczeństwa, poziomem wypowiedzi nie odbiega od obiektów swoich drwin. Miałem kiedyś okazje słuchać wywiadu z tym Panem, zrobił na mnie wrażenie osoby wyważonej z dużym dystansem do samego siebie, tego co robi i świata. Konwencji jego bloga nie rozumiem, no chyba, że imć Grzegorz Barański ma ochotę zostać drugim kominkiem? Brawo! Chyba się udało. Moje najszczersze wyrazy współczucia. Posłużyłem się co prawda przykładem Pana Grzegorza, nie celuje jednak bezpośrednio w niego a w pewien sposób, metodę opisywania rzeczywistości. Czy naprawdę, żeby zaistnieć w sieci trzeba epatować prostactwem? A jeżeli tak to po co się z niego naigrywać. Mam miej więcej takie ogólne wrażenie iż modną jest negacja płytkości,miałkości oraz chamstwa w życiu i sieci. Ale owa negacja musi być jak najbardziej kontrowersyjna w swej treści inaczej pozostanie niezauważoną. Tym właśnie sposobem wyrastają nam jak grzyby po deszczu internetowe klony wojewódzkich, jagielskich, springerów; którzy idealnie jak ich pierwowzory wpisują nam się w koło plastikowej popkultury, z której społeczno-kulturowych wytworów próbują sie natrząsać. Kółeczko się zamyka.
Zdolność prowadzenia między ludźmi dyskursu zdycha gdzieś na kupie gnoju pod płotem
Zgroza!
Subskrybuj:
Posty (Atom)